Patronka

Patronką naszego przedszkola jest święta Joanna Beretta Molla (1922-1962)
- ostatnia święta kanonizowana przez Jana Pawła II.

Kim była święta Joanna?
Święta Joanna to święta na dzisiejsze czasy. To kobieta ciepła, o niezwykłym uroku, matka rodziny ogłoszona świętą. Współistniały w niej obowiązki zawodowe, sprawy domowe, miłość małżeńska, opieka nad dziećmi i przeplatały się w niej namiętności, pragnienia, radości i smutki, wspólne doświadczenia większości kobiet, żon i matek. Zmarła na krótko przed czterdziestymi urodzinami i parę dni po urodzeniu czwartego dziecka.

św. Joanna Beretta Molla jest patronką:
     - kobiet w stanie błogosławionym
     - wolnego czasu
     - służby zdrowia
     - stowarzyszeń charytatywnych Akcji Katolickiej

Dowiesz się więcej na tej stonie. Zapraszamy także do obejrzenia filmu o naszej patronce.

Hymn Przedszkola

Wszystkie dzieci dobrze wiedzą,
Jak zapytasz to powiedzą,
Że patronką naszą jest
Jedna z matek, to się wie!

Nasza matka to ta święta,
Która chłopców i dziewczęta,
Umiłować chce nad życie
Lecz nie w chwale ale skrycie!

Kochać dzieci nakazuje –
Swą postawą nas ujmuje.
I ja również dobrze wiem,
Trzeba mocno kochać się!

Bo rodzina to podstawa,
Tylko wtedy jest zabawa.
I beztroskie bywa życie,
Kiedy wszystko to słyszycie!

Przez codzienną trudną pracę,
Ja też sił swoich nie stracę,
I jak św. Asia Molla
Dzielnie chodzę do przedszkola!

Tekst: Joanna Kozel-Kroczewska

Życiorys

W osobie św. Joanny Beretty Molli współcześnie żyjący chrześcijanie otrzymali wzór do naśladowania. Jej życie osadzone jest nie w odległej o setki lat historii, ale w konkretnej, trudnej rzeczywistości XX wieku.
28 kwietnia 1994 roku Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował Włoszkę Giannę Berettę Mollę, zaś 16 maja 2004 r. ogłosił ją nową Świętą Kościoła. Do chwały ołtarzy została wyniesiona wspaniała żona, kochająca matka i mądry lekarz. Całe Jej istnienie to hymn na cześć prawdziwych wartości życia przeżytego zgodnie z Ewangelią.
Urodziła się w Magencie, niedaleko Mediolanu, w 1922 r. jako dziesiąte z trzynaściorga dzieci Alberta i Marii. Dom, w którym wzrastała, dał jej prawdziwie doświadczyć miłości Boga i miłości człowieka. Codzienna Msza Święta z matką, wspólny różaniec wyznaczały kierunek rozwoju jej serca. Było to serce Bogu oddane i Jemu chcące służyć. W 1942 r. Gianna rozpoczęła studia medyczne. W tym samym roku - w odstępie zaledwie czterech miesięcy - straciła matkę i ojca. Był to trudny czas dla niej i rodzeństwa, ale żywa wiara i zaufanie Bogu nie pozwoliły na pogrążenie się w rozpaczy. W czasie studiów podjęła intensywną pracę w szeregach Akcji Katolickiej. Za swoje motto uznała hasło „Modlitwa, Działanie, Poświęcenie”.
Przez cały ten okres życia Gianna nosiła w sobie pragnienie zostania misjonarką. Dwóch braci i siostra wybrali drogę zakonnego powołania i szczerym zamiarem Świętej było do nich dołączyć, ale stan zdrowia Jej na to nie pozwalał. Została lekarzem ze specjalizacją z chirurgii i pediatrii. W 1951 r. po raz pierwszy zobaczyła inżyniera Piotra Mollę. Było to przypadkowe spotkanie, ale w 1954 r. spotkali się znowu. Od tego czasu byli już nie- rozłączni. Żyjąc w ogromnym zachwycie sobą, w zauroczeniu, ale i w przyjaźni snuli plany założenia rodziny otwartej na Boga i Jemu uległej.
Na dziesięć dni przed ślubem Joanna pisała do Piotra: "Chciałabym, aby nasza nowa rodzina mogła się stać jakby wieczernikiem zjednoczonym wokół Jezusa." To zażyłość z Bogiem dyktowała jej sercu takie pragnienie. Chciała w rodzinie i przez rodzinę doświadczyć pełni obcowania z Bogiem. Chciała w małżeństwie zakosztować tajemnicy udziału Boga w jednoczeniu się dwóch ludzi. Wiedziała, że bez Niego żadnej jedności nie zbudują.
24 września 1955 r. Gianna i Piotr zostali małżeństwem - pogodnym, szczęśliwym i wiodącym zwyczajne życie. Oboje zapracowani, oboje rzetelni i uczciwi. Bardzo lubili razem spędzać czas, chodzili po górach, jeździli na nartach, grali w tenisa. Chętnie wybierali się na koncerty i teatralne przedstawienia. Joanna uwielbiała modę, przeglądała nowe żurnale. Była podobno niezwykle elegancką i zadbaną kobietą. Prowadziła samochód, a to w tamtych czasach nie było wśród kobiet bardzo powszechne. Wciąż też dbała o sferę duchową. Codziennie odmawiała różaniec i starała się być na Mszy Świętej. Często przyjmowała Najświętszy Sakrament. Miała szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, czytała Pismo Święte, często o radę zwracała się do spowiednika. Bogu polecała swoje życie, rodzinę i pracę.
Oboje małżonkowie bardzo pragnęli mieć dużą gromadkę dzieci. Rok po ślubie, w 1956 r. urodził się Pierluigi. W 1957 r. przyszła na świat Maria Zita. Dwa lata później urodziła się Laura - wymodlona przez Giannę siostrzyczka dla małej Marii. W 1962 r. miało urodzić się kolejne dziecko. I choć każda z poprzednich ciąż nie była w swym przebiegu najłatwiejsza, Joanna była przyzwyczajona do pewnych trudności, to jednak teraz sytuacja okazała się być niezwykle groźną. Na macicy utworzył się pewien rodzaj włókniaka, który zagrażał rozwijającemu się dziecku i życiu matki. Joanna wiedziała, zwłaszcza jako lekarz, że stan jest poważny, że jej życiu zagraża niebezpieczeństwo, ale od pierwszych chwil tych trudności stanowczo domagała się ratowania życia dziecka za wszelką cenę. Nie pozwalała na żadne kompromisy. Do swojej przyjaciółki tak powiedziała: „Idę do szpitala, lecz nie jestem pewna, czy wrócę. Trudne jest moje macierzyństwo, będą mogli uratować tylko jedno z nas, chcę, żeby żyło moje dziecko.” Był to trudny czas dla niej, dla męża i całej rodziny. I choć operacja usunięcia włókniaka powiodła się, dziecko mogło rosnąć, to jednak stan zdrowia matki nie pozostawiał cienia wątpliwości: nad Gianną wisiał pewnego rodzaju wyrok. Przez cały ten trudny czas gorąco się modlono, aby Pan Bóg zechciał ocalić zarówno matkę, jak i dziecko, ale w ogromie swej miłości Pan Bóg zdecydował inaczej. 20 kwietnia 1962 r. w Wielki Piątek Gianna przyjechała do szpitala. Nazajutrz rano urodziła zdrową, piękną córeczkę, ale sama rozpoczęła agonię. Nie było ratunku. Pomimo ogromnych starań lekarzy, pomimo bólu i morza łez najbliższych, zwłaszcza ukochanego Piotra, 28 kwietnia zmarła. Miała zaledwie 40 lat. Tylko siedem lat była żoną. Pozostawiła męża i czworo małych dzieci. Ojciec Święty, Jan Paweł II powiedział, że odejście Joanny ilustrują słowa Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje, za przyjaciół swoich” (J 15, 13).
Mąż, rodzina, przyjaciele, ale też pacjenci, którym służyła, zapamiętali Ją jako niezwykłej delikatności i dobroci kobietę. Pełną wewnętrznego spokoju i piękna, serdeczności i ciepła. To żona i matka, którą Pan Bóg uzdolnił do oddania własnego życia za życie dziecka i tym samym włączył Ją w tajemnicę paschalną Chrystusa.
Śmierć Joanny Molli pogrążyła w żałobie nie tylko Jej najbliższych, ale również zasmuciła całe Włochy. Wieść o ofierze, którą złożyła z siebie, aby mogło żyć Jej dziecko, rozeszła się po całym kraju, dotarła do różnych zakątków świata. Od lat rodziny, które zwracają się do Joanny Beretty Molli z prośbami o wstawiennictwo w trudnych sprawach, zwłaszcza w intencjach życia poczętego i macierzyństwa, otrzymują liczne łaski Boże.
Na szczególną uwagę zasługują cuda, które otworzyły drogę do beatyfikacji, a następnie kanonizacji Joanny.
W listopadzie 1977r. w brazylijskiej miejscowości Grajau, w szpitalu, który założył ojciec Albert Beretta (brat Joanny), rozgrywał się dramat młodej matki: Łucja Silva Cirilo urodziła czwarte dziecko, które przyszło na świat martwe. W organizmie kobiety doszło do silnej infekcji. Nie widząc ratunku dla umierającej kobiety, pracujące tam siostry zakonne, zaczęły prosić w modlitwach Joannę Berettę Mollę o wstawiennictwo u Boga i uratowanie cierpiącej kobiety. Już wkrótce chora Łucja poczuła, że ustępuje dręczący ją ból. Wezwani lekarze stwierdzili, że wrzód zniknął w niewytłumaczalny sposób, a wraz z nim równie niespodziewanie ustąpiła zagrażająca życiu infekcja.
W 2000r.,również w Brazylii, wydarzył się drugi cud – ten, który przyczynił się do kanonizacji bł. Joanny. W trakcie ciąży, kobiety mającej urodzić czwarte dziecko, doszło do poważnych powikłań. Stwierdzono m.in. uszkodzenie pępowiny, co groziło naturalnym poronieniem. Mimo to dziecko w łonie matki, 35-letniej Elżbiety Comparini Arcolino, rozwijało się nadal. Gdy doszło do pęknięcia błon płodowych i odejścia płynu owodniowego, matkę umieszczono w szpitalu. Szczegółowe badania doprowadziły lekarzy do wniosku: dziecka nie da się uratować. Nie znano przypadku wskazującego, by dziecko mogło rozwijać się bez wód płodowych. Istniała w dodatku groźba wywiązania się infekcji w organizmie matki. W tej sytuacji uznano, że jedynym wyjściem jest aborcja.
Kobieta stanowczo sprzeciwiła się werdyktowi lekarzy. Biskup Diogenes Silva Matthes wspierał duchowo nieszczęśliwą pacjentkę, zapewniał, że Bóg jej nie opuści. Duchowny wręczył Elżbiecie książkę opisującą życie Joanny Beretty Molli. Od tej chwili modlono się do błogosławionej: „Joanno, wstawiaj się u Pana o łaskę cudu i ratuj życie tego dziecka”. Kobieta jeszcze raz odmówiła zgody na aborcję, choć personel medyczny uważał taką decyzję za absurdalną. Tymczasem dziecko -wbrew przewidywaniom- żyło nadal i ciągle rozwijało się. Mijały tygodnie, podczas których lekarze z coraz większym zdumieniem obserwowali dziejący się na ich oczach cud. W maju przyszła na świat zdrowa dziewczynka. Stan matki po porodzie był ciężki. Po trzech dniach pobytu na intensywnej terapii Elżbieta zaczęła wracać do zdrowia, by z całą rodziną po dzień dzisiejszy, cieszyć się córką Joanną, gdyż takie imię dano jej dla uczczenia błogosławionej wspomożycielki.
Kult świętej Joanny dotarł również do Polski. Relikwie Świętej znajdują się w około 30-stu kościołach i kaplicach, m.in. Kaplicy Sejmu RP (od 24.03.2006r.), Kaplicy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie (od 11.02.2005r.), Kościele p.w. NMP Królowej Rodzin w Białymstoku (od 12.12.2004r.).
Niech święta Joanna, patronka narzeczonych oraz matek oczekujących potomstwa, będzie pomocą i uprasza wszelkie potrzebne łaski dla rodzin z naszej parafii.

MODLITWA ZA WSTAWIENNICTWEM ŚW. JOANNY BERETTA MOLLA
Boże, nasz Ojcze,
Uwielbiamy Cię i błogosławimy Tobie,
ponieważ w osobie Joanny Beretta Molla
dałeś nam poznać kobietę,
która jako dziewczyna, żona, matka i lekarz
jest świadkiem Dobrej Nowiny.
Jesteśmy Ci także wdzięczni,
ponieważ przez dar życia
uczysz nas przyjmować i szanować każdą istotę ludzką.
Ty, Panie Jezu,
byłeś dla niej najważniejszym odniesieniem:
umiała Cię odnaleźć w pięknie świata przyrody;
zastanawiając się nad wyborem własnej drogi życia,
poszukiwała Ciebie i tego jak Ci najlepiej służyć;
w miłości małżeńskiej stała się znakiem
Twojej miłości do Kościoła i ludzi;
podobnie jak Ty, Dobry Samarytanin,
zatrzymywała się obok każdej osoby chorej, małej i słabej;
na Twój wzór i ze względu na miłość
ofiarowała samą siebie rodząc nowe życie.
Duchu Święty,
źródło wszelkiej doskonałości,
udziel również nam mądrości, rozumu i odwagi,
abyśmy za przykładem i wstawiennictwem Joanny,
w życiu osobistym, rodzinnym oraz zawodowym
potrafili usłużyć każdemu mężczyźnie i kobiecie
i w ten sposób wzrastać w miłości i świętości. Amen.

tłum. ks. Piotr Gąsior